Love New York. Isabelle Laflèche vs. Lindsey Kelk

Kilkakrotnie natykałam się na okładkę książki Kocham Nowy Jork (J’adore New York) Isabelle Laflèche, potem przyuważyłam, że powstał także sequel – Kocham Paryż (J’adore Paris). A że lubię od czasu do czasu poczytać babską literaturę, długo się nie zastanawiałam nad kupnem. Tym bardziej, że uwielbiam czytać wszystko, co traktuje o życiu w Nowym Jorku, zwłaszcza o życiu kogoś, kto się tam przeniósł z Europy. Zamiast wydawać prawie 70 zł na obie części w wersji papierowej, kupiłam je za połowę ceny – w postaci e-booków. I cieszę się, że tak się stało, bo po przeczytaniu pierwszej części mogę powiedzieć, że to najsłabsza tego typu książka, którą przeczytałam od lat. Merde! C’est un très mauvais livre!

Lately I’ve often seen the cover of a book by Isabelle Laflèche entitled J’adore New York. Then I’ve discovered that there was also a sequel – J’adore Paris. And as I like to occasionally read a woman’s literature, not long wondered about buying it. Especially that I love to read everything that deals with life in New York, especially the life of someone who moved there from Europe. Instead of spending almost 70 zł for both parts in paperback version, I bought them for half the price – in the form of e-books. I am glad that it happened, because after reading the first part I can say that this is the weakest of this type of book I’ve read in years. Merde! C’est un très mauvais livre!

J'adore I heart New York
Isabelle Laflèche „J’adore” (2013) vs. Lindsey Kelk „I heart New York” (2009) – okładki wiele się nie różnią / The covers don’t differ too much, do they?

Książka  jest nudna i przewidywalna do bólu. Francuzeczka, oczywiście śliczna, do tego młoda (ok 30 lat) i mądra, bo prawniczka, dostaje awans i przenosi się z kancelarii paryskiej do centrali w Nowym Jorku. Oczywiście trafia w środek wyścigu szczurów i jest jej bardzo ciężko, bo cały czas jej coś zlecają do roboty (dziwne, że pracy trzeba ciężko pracować, nie?). Oczywiście ma przystojnego szefa (niby nieosiągalną partię) i oczywiście ma  szefową z piekła rodem, która nota bene ubiera się głównie u Prady. Oczywiście ma asystenta/przyjaciela geja, który się zna na modzie i wprowadza ją w tajniki zakupów (bo główna bohaterka „jak każda Francuzka” interesuje się modą), clubbingu, itd., a przy okazji jest jej wiernym (do bólu) powiernikiem. Oczywiście poznaje przystojniaka z kasą, który zabiera ją do najlepszych restauracji i na weekend do Hamptons, a który potem (oczywiście) okazuje się kutasem.

The book is boring and predictable. French girl, of course beautiful, young (about 30 years) and smart, because she’s a lawyer, gets promoted and transferred from the Paris office to the headquarters in New York. Of course, she gets in the middle of the rat race and she finds her work very hard, because the whole time they give her something to do (strange that the work you have to do is hard, isn’t it?). Then, of course, there is her handsome boss (out of reach, higher league) and, of course, there is the boss from hell, which, btw, mainly wears Prada. There is, of course, her gay  assistant/friend who knows all about fashion and introduced her to the secrets of shopping (because the main character „as every French” is interested in fashion), clubbing, etc., and by the way is her trustee. Of course she meets handsome guy with money, who takes her to the best restaurants and on the weekend to the Hamptons, and who later turns out to be a dick.

Nic w tej powiastce nie ma oryginalnego! Wszystko już było! To jakby zmiksowane fragmenty kilku scenariuszy (starych już) seriali (SatC, 1998-2004, Ally McBeal, 1997-2002) i książeczek – choćby Shopaholic takes Manhattan (brytyjski tytuł: Shopaholic Abroad – 2001)  i Shopaholic Ties The Knot (2002) Sophie Kinselli, Devil wears Prada (2003) Lauren Weisberger. Bardzo trudno nie porównywać też tej książeczki z powieścią Lindsey Kelk, o niemal identycznym tytule I heart New York (2009), przy czym polski tytuł jest identyczny: „Kocham Nowy Jork”.
Rozumiem, że my, baby, lubimy ładne romansidła. Rozumiem, że „literatura w spódnicy” to nie literatura przez wielkie „L” i ma być prosta i przyjemna w odbiorze, ma relaksować i pozwalać oderwać się od trosk dnia codziennego. Ale nie musi być AŻ tak prosta, naiwna i… nudna! Czy naprawdę nie da się już nic więcej wykrzesać z tematu przeprowadzka na Manhattan?

Nothing in this story is original! Everything has been already written or showed! It’s like mixed fragments of several scenarios of old already series (SatC, 1998-2004, Ally McBeal, 1997-2002), and books such as Shopaholic takes Manhattan (British title: Shopaholic Abroad – 2001) and Shopaholic Ties The Knot (2002) by Sophie Kinsella, Devil wears Prada (2003) by Lauren Weisberger. It is very difficult not to compare this book with a novel by Lindsey Kelk, with an almost identical title I heart New York (2009) – in Polish both titles are totally the same (Kocham Nowy Jork).
I understand that we, women, like a nice romance novels. I understand that woman’s literature is not THE literature and is to be simple and fun to read, it is to relax and let us get away from our everyday life. But it shouldn’t be too simple and naive, and boring! Can’t people really get anything more from this topic of moving to Manhattan?

Nowy Jork / New York
Niestety – w porównaniu do także prostej i przyjemnej książki Lindsey Kelk, ta wypada niezwykle słabo. Kelk, która tryska dowcipem i jest świetnym obserwatorem, rewelacyjnie pokazuje różnice kulturowe między nowojorczykami i londyńczykami (czy europejczykami in general). Co więcej – ona traktuje Nowy Jork jako jednego z bohaterów swoich książek – opisuje miejsca ze szczegółami, wskazuje rzeczy dziwaczne, śmieszne i nietuzinkowe, nakreślając w ten sposób tło dla przygód bohaterów, dodając smaczku i takiego jakiegoś realizmu. U Laflèche nic takiego nie znajdziemy – pojawiają się suche wzmianki w stylu „wybraliśmy się do restauracji X przy Broadwayu i było tam bardzo ładnie”, „zabrał mnie do włoskiej restauracji i były tam obrusy w czerwono-białą kratkę”. I nic więcej. Zero klimatu. Zero Nowego Jorku, który pojawia się w tytule i ponoć jest przez autorkę/bohaterkę kochany. Co więcej – bohaterka po kilku miesiącach stamtąd ucieka, wręcz nie może się doczekać powrotu do Paryża. Słabo.

Unfortunately – compared to a nice and pleasant novel by Lindsey Kelk, this book seems extremely poor. Kelk, who’s a great observer, describes well the cultural differences between New Yorkers and Londoners (and Europeans in general ). What’s more – she treats New York city as one of the characters of her books – she describes the places in detail, pointing weird, funny and unusual things, thus outlining the background for adventure of her characters, adding flavor and realism to the story. In Laflèche’s book you will find nothing of this. She just „mentions” the places  in the style „we went to the restaurant X at Broadway and it was a very nice place” (the end of description), or „he took me to an Italian restaurant and there were tablecloths in red and white checkered pattern” (the end of description). And nothing more. No atmosphere. No feeling of New York, which somehow appears in the title and is said to be (by the author/heroine) loved. What’s more – the main character after a few months there is running away, she simply cannot wait to return to Paris. Soooo bad…

Bohaterka/ The main character
Sama bohaterka, Catherine, jest nudna i bezpłciowa. Jedyną jej cechą charakterystyczną jest to, że co pięć linijek pojawia się jakieś francuskie zawołanie (najczęściej „Merde!”, czyli „cholera!” albo „Gówno!” – bardzo elegancko!). Jest tak bezpłciowa i mało francuska, że wydaje się wręcz sztuczna. I nic dziwnego, bo autorka książki sama nie jest Francuzką, lecz Kanadyjką. Jak do cholery miała się wczuć w tę wymuskaną Paryżankę? Kiedyś słyszałam bardzo mądre słowa wypowiedziane przez jakiegoś pisarza, a mianowicie, że książki wtedy są dobre, jak się pisze o czymś, na czym się zna, bo inaczej tekst jest sztuczny, nadmuchany i nie ma się ochoty go czytać. Właśnie takie wrażenie miałam w przypadku książki Laflèche. Quel dommage!
Dodam, że Angela Clark, bohaterka powieści Lindsey Kelk, wydaje się być osobą z krwi i kości. Jest ludzka, ma mnóstwo wad, daje ciała (w sensie popełnia gafy) na każdym kroku. Jednocześnie jest bardzo angielska. Oczywiście i w tej książce pojawia się temat języka – brytyjski w kontraście do amerykańskiego, ale mówiąc, że bohaterka jest „angielska”, mam na myśli raczej jej zachowawcze zachowanie i podejście do życia typowe dla Angoli (za którymi ogólnie nie przepadam, ale to inna sprawa).

The main character, Catherine, is boring and sexless. Her only characteristic thing is that every five lines appears some French call (usually „Merde!” which can be translated „Shit!” – how ellgant…). She’s so boring and so little French, she seems just fake. And no wonder, because the author of the book itself is not a Frenchwoman, but Canadian. How the hell she could know how it is to be a sensitive Parisian? I once heard a very wise words, that the books are good when the writers write  about something that they know, otherwise the text is artificially inflated and people don’t have any desire to read it. That’s the impression I had when reading Laflèche book. Quel dommage!
I only add that Angela Clark, Lindsey Kelk’s character seems to be a person of flesh and blood. She’s human, she has a lot of flaws, makes mistakes at every turn. Moreover, she is very English. Of course in this book we have also the question of language – the British versus American English, but saying that thecharacter is „English”, I mean rather the conservative behavior and attitude to life typical of English people  (which generally I  don’t like but that’s another matter).

Moda / Fashion
Kolejne rozczarowanie. Na okładce i w streszczeniu odniesienia do haute couture, i bogowie wiedzą czego jeszcze – spodziewałam się naprawdę jakichś szczegółów odnośnie nowojorskiego światka mody (jak w Diable…), tymczasem bohaterka w całej powieści dwa razy poszła na zakupy – raz na sample sale Diora, raz do któregoś z centrów handlowych (po kostium kąpielowy na weekend w Hamptons); raz przeglądała też katalog J. Crew (zamówiła potem torebkę). No i miała w rękach dokumenty Diora, ale zabrali jej tę sprawę. Tak więc o modzie w książce było baaardzo niewiele, a już na pewno nie było nic o haute couture.  O samej sample sale też nic konkretnego nie było, ale jeśli interesuje was ta kwestia (kupowania mega markowych ciuchów z 80% upustem), to polecam zajrzeć do wspomnianej wcześniej książki Shopaholic takes Manhattan Sophie Kinselli, która całą sprawę opisała dokładnie i bardzo zabawnie.
A moda u Lindsey Kelk? To chyba trzecia najważniejsza bohaterka (po Angeli i NYC) książki. Znajdziemy w niej szczegółowe opisy rzeczywistych sklepów, samych zakupów, ciuchów. Na dodatek na końcu książki znajdziemy mini przewodnik po Nowym Jorku, m.in. z nazwami i adresami sklepów – sama z niego skorzystałam podczas moich własnych zakupów w Nowym Jorku (przeczytaj  post).

Another disappointment. On the cover and in the descriprion of the plot there are references to haute couture, and the gods know what else. One can expect some details on New York’s world of fashion (as in the Devil… ), while actually Catherine throughout the novel twice went shopping – once to a sample sale of Dior, once to one of the shopping malls – to buy the swimsuit,  and one time she was flipping through a catalog of J.Crew (then ordered a purse). Well, she had once in her hands some documents of Dior, but they took this case away from her. So the fashion in the book was sooooo little, and certainly there was nothing about haute couture. About the sample sale also was written nothing specific in particular, but if you are interested in this issue (buying branded clothes on the 80% sale), I recommend to read the aforementioned book Shopaholic takes Manhattan by Sophie Kinsella, who described the whole matter thoroughly and in a very funny way.
A fashion at Lindsey Kelk’s? It’s probably the third most important character (after Angela and NYC) of the book. We find a detailed description of the actual stores, shopping process, the clothes. In addition, at the end of the book we find a mini guide to New York City, including the names and addresses of the shops – I took advantage of it during my own shopping in New York City.

Okładka / Cover
Polska okładka jest niezła, chociaż nic szczególnego. Ale za okładkę oryginalnego angielskiego wydania mają u mnie wieeeelki minus. Brunetka w różowej sukience na tle manhattańskich wieżowców i pastelowe tło… Wygląda znajomo? I tutaj mi się przypomina lansowane ostatnio na szafiarskich blogach hasło: to nie podróbka, to inspiracja! Tak wiem, że to wydawnictwo w dużej mierze decyduje o okładce, ale hello?! Bez przesady!

Polish cover is good, although nothing special. But for the cover of the original English edition I gave negative points (again). Brunette in pink dress on the background of Manhattan’s skyscrapers and pastel background… Looks familiar? And this reminds me recently promoted (on the poor fashion blog) phrase: it’s not fake, it’s an inspiration! Yes I know that the cover design is strongly determined by the publisher, but hello?! There are limits for everything.

Ogólna ocena / General overview
Jak napisałam na początku – uważam, że Kocham Nowy Jork (J’adore New York) Isabelle Laflèche to bardzo, bardzo słaba książka – jedna z najsłabszych, jakie czytałam od lat – nawet jeśli ocenimy ją w kontekście babskiej literatury, od której artyzmu się nie wymaga. Nie polecam książki. Uważam, że szkoda na nią pieniędzy i bardzo się cieszę, że nie kupiłam droższej wersji papierowej. Odnośnie drugiej części, tj. Kocham Paryż, skoro już ją kupiłam, to dam autorce drugą szansę. Mam nadzieję, że druga część jest lepsza.
Jeśli szukacie zabawnej, przyjemnej i odstresowującej książki o przygodach Europejki w NYC, to polecam serię I heart… Lindsey Kelk (także w tej serii znajdziemy Kocham Paryż – I heart Paris). Dwie pierwsze książki (z 6, a właściwie 7, bo jest jeszcze krótka powiastka o losach drugoplanowej bohaterki, Jenny) zostały wydane po polsku i są dostępne na Allegro. Chociaż oczywiście polecam czytać w oryginale!

As I wrote at the beginning – I think that J’adore New York by Laflèche Isabelle is a very, very poor book – one of the weakest I’ve read in years – even if we evaluate it in the context of girly literature, from which the artistry is not required. I would not recommend this book. I believe that buying it is a waste of money and I am very glad that I didn’t buy a more expensive paperback. Regarding the second part, ie J’adore Paris, since I’ve already bought it, I’ll give the author a second chance. I hope that the second part is better.
If you are looking for a funny, pleasant, and anti-stress book about the adventures of European women in NYC, I strongly recommend the I heart… series by Lindsey Kelk (also in this series we find a novel I heart Paris). The first two books (of all 6 novels or 7 actually, because there is a short tale about a supporting character, Jenny) have been published in Polish and are available on Allegro. Though, of course, I recommend reading the original!

Moje oceny/My ratings:
Kocham Nowy Jork (J’adore New York) Isabelle Laflèche: 2/10
Kocham Nowy Jork (I heart New York)
Lindsey Kelk: 8/10

Kocham Nowy Jork i Kocham Nowy Jork
Polskie okładki / Polish covers: Isabelle Laflèche „Kocham Nowy Jork”, Lindsey Kelk „Kocham Nowy Jork”
Zapraszam też na mój podróżniczy blog
Byłem tu. Tony Halik.

3 odpowiedzi do “Love New York. Isabelle Laflèche vs. Lindsey Kelk”

    1. Wiesz, kiedyś kupowałam książki pod wpływem impulsu, teraz coraz rzadziej to robię. W zalewającym rynek chłamie zaczyna być trudno wyłowić coś dobrego, dlatego warto przed zakupem przejrzeć recenzje. Chociaż w tym przypadku inne recenzje mnie nieco zwiodły (i zawiodły). Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga. Uprzedzam z góry, że wszystkie komentarze zawierające treści obraźliwe, reklamy, spam, trolling i hejty, będą usuwane.